Nowe kroki

   Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Przez ten okres sporo się wydarzyło, głównie w mojej świadomości. Teraz wybijając rytm na klawiaturze ciężko mi zachować tą samą melodię, która z łatwością przychodziła mi wtedy, gdy wena była.
Spoglądając na wpis o Reptach, myślę sobie jak wiele się zmieniło. Wykruszyły się pewne znajomości, w które wierzyłam. Czy bolało? Może trochę. Jednak od czasów szkolnych nauczyłam się już tyle nie płakać po ludziach, którzy niestali są w swych uczuciach. Ja już też, trochę zmęczona, przestałam się angażować.
Dziś jest dziś.

Właśnie pisząc te bardzo poważne rozważania, moja mama przerwała mi już cztery razy - prosząc o mleko, prosząc o przyłożenie do pieca i rzucając dwa razy żartami. Teraz, gdy się zdenerwowałam - schowała się za rogiem i zerkała na mnie, jak jakiś chochlik z obrazkowej książki czekający na rozwój wydarzeń.

Wracając. Ponieważ WIELE się wydarzyło, nie będę teraz rozpisywać się co widziałam i czego doświadczyłam.
Odwiedziłam Islandię z Kewinem. Myślę, że warto kiedyś o tym napisać. Inna sprawą, że sprowadziłam w końcu książki do japońskiego. Przyszły do mnie z Tokio, ładnie zapakowane. Byłam zachwycona, wąchałam je i dotykałam z myślą, że leżały gdzieś w jakimś magazynie japońskiego wydawnictwa. Chciałam wręcz wywąchać zapach tego miasta. Kartki pachniały świeżością druku, ale czy tak pachnie Japonia?
Książki potrzebne mi są do nauki, chcę zdawać japoński na poziomie N5. Egzamin czeka mnie w lipcu.
Gdy myślę podróże - pojawia mi się rozmazany obraz Japonii i Finlandii. Bardzo chcę spełnić swoje marzenia i wyruszyć w tamte strony (choć zupełnie różne od siebie).

Zdjęcie zrobione w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Poprzedniego dnia tj. 7.01 odbył się Festiwal Kultury Japońskiej Japonia 4D, który troszkę mnie rozczarował, ale to też rozważania na inny dzień.

Swoją drogą, tak wiem, że dużo tutaj tematów dotykam, a żadnego nie rozwijam. Ale jak zacząć po tak długim okresie czasu? Już i tak jestem dumna, że tyle napisałam.

Ostatnio siedząc w Teatrze Śląskim przed spektaklem "Sklepy cynamonowe" uderzył mnie lekko laską pewien pan, który wchodził na salę. Cofnęłam stopy i uśmiechnęłam się przepraszająco spoglądając na niego. Zdałam sobie sprawę, że jest przecież niewidomy i nie zobaczy mojego uśmiechu. I tak jakoś... nie wiem. Muszę ten uśmiech odszukać w sobie. Styczeń do zdecydowanie dla mnie temat "Miłości", ale do samej siebie. I poszukiwanie spokoju w sobie.

Komentarze

  1. Przepiękne ostatnie zdanie <3 wierzę w to, że znalezienie spokoju w sobie wiąże się z budowaniem prawdziwego i trwałego szczęścia.

    Czekamy z niecierpliwością na kolejne posty!

    :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty