"Drży gwiazda i światło jest bliżej"
Witajcie!
Już jutro Wigilia i nadchodzi czas świąteczny. Widzę jak ludzie za oknem to wchodzą, to wychodzą z kościoła i spieszą się jeszcze z ostatnimi, zapominalskimi zakupami. Dziś dzień gotowania i pieczenia. Nie mam wstępu do kuchni jak to ujęła mama "z twoimi włosami!", bo przy spożywaniu może się potem okazać, że znajdą nieciekawą niespodziankę, czyli kawałki moich włosów, które wypadają w trybie ekspresowym.
Może nie wszyscy lubią święta, są też takie osoby. A ja zawsze lubiłam i lubić będę! Pomimo, że im jestem starsza, tym mam więcej obowiązków z tym związanych. Jako dziecko czekałam na prezenty ukryte pod ogromną, błyszczącą choinką. Teraz czekam na wigilijną kolację, na spędzanie razem czasu, na rozmowy, na uśmiechy, na dzielenie się opłatkiem. Zawsze przygotowujemy miejsce dla kogoś dodatkowego, myślimy o bliskich, których już nie ma. Mama się często wzrusza, gdy przystępujemy do modlitwy. Myśli o babci, o swojej mamie. Tata się wtedy też zamyśla, choć tego nie okazuje. A ja czuję wtedy gule w gardle, próbuję powstrzymać łzy, myślę o braku. Przyszłym i tym przeszłym, o przemijaniu.
Gdyby każdy z nas kierował się miłością, to codzienny wieczór wyglądałby jak wigilijny. I wiecie, mój dom jest taki. Codziennie jest Wigilia. Z uśmiechem, z dobrym gestem, z otwartym umysłem na innych, na siebie, z miłością.
I ja Wam życzę, żeby codziennie w Waszych sercach zagościł taki dobry czas.
Robienie pierniczków, to ciężka praca!
Drży gwiazda i światło jest bliżej
Wigilia, Noel, Christmas, Boże Narodzenie,
te słowa są zaczarowane.
Groźny Bóg stał się dzieckiem,
znalazł do nas drogę przez czułość i wzruszenie.
Błogosławi nam rączką wśród śpiewu pasterzy.
My byliśmy też dziećmi, obrazki z palmami,
z Matką Boską na ośle i świętym Józefem
to pierwsza nasza podróż w egzotyczne kraje,
pierwsi wygnańcy jakich poznaliśmy,
szukający schronienia przed krwawym despotą.
Betlejem dziwnie swojskie, palmy, a śnieg polski,
kolęda i radosna i rzewna zarazem,
jest w niej rytm krakowiaka i krok poloneza.
O północy pasterka. Buchnęło światłami i śpiewem,
Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów nad ziemiami.
Na choince pierniki, jabłka, szklane kule,
ze szczytu anioł prosi w naszej sprawie,
pod choinką podarki, w sieni kolędnicy,
na stole postne dania w wielkiej obfitości
Wigilia, Noel, Christmas, Boże Narodzenie,
te słowa są zaczarowane.
Groźny Bóg stał się dzieckiem,
znalazł do nas drogę przez czułość i wzruszenie.
Błogosławi nam rączką wśród śpiewu pasterzy.
My byliśmy też dziećmi, obrazki z palmami,
z Matką Boską na ośle i świętym Józefem
to pierwsza nasza podróż w egzotyczne kraje,
pierwsi wygnańcy jakich poznaliśmy,
szukający schronienia przed krwawym despotą.
Betlejem dziwnie swojskie, palmy, a śnieg polski,
kolęda i radosna i rzewna zarazem,
jest w niej rytm krakowiaka i krok poloneza.
O północy pasterka. Buchnęło światłami i śpiewem,
Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów nad ziemiami.
Na choince pierniki, jabłka, szklane kule,
ze szczytu anioł prosi w naszej sprawie,
pod choinką podarki, w sieni kolędnicy,
na stole postne dania w wielkiej obfitości
i opłatek, za którym idą dobrych życzeń krocie.
W blasku świec pojawiają się łagodne twarze
nieżyjącej już matki, dziadków, wuja, ojca
W blasku świec pojawiają się łagodne twarze
nieżyjącej już matki, dziadków, wuja, ojca
wszyscy nam wybaczyli, chcą być znowu z nami
i tacy piękni dzisiaj i tacy uroczyści.
Przy stole jedno miejsce dla kogoś w podróży,
łezka skrycie wylana, potem dużo śmiechu,
przy ciastach i kompocie rozwijanie paczek,
pokój tonie w papierkach, sznureczkach i wstążkach,
wspominanie przyjaciół odeszłych na zawsze.
Myśl cofa się wciąż dalej, opłatek zesłańców,
wilie okupacyjne, w więzieniach, w obozach,
wilie internowanych, wilie zatrzymanych,
na obczyźnie spędzone, biedne lub obfite.
Śnieg skrzypi i na oknach mróz rysuje kwiaty.
Czas przystaje, drży gwiazda i światło jest bliżej.
Julia Hartwig
Wiersze wybrane
Przy stole jedno miejsce dla kogoś w podróży,
łezka skrycie wylana, potem dużo śmiechu,
przy ciastach i kompocie rozwijanie paczek,
pokój tonie w papierkach, sznureczkach i wstążkach,
wspominanie przyjaciół odeszłych na zawsze.
Myśl cofa się wciąż dalej, opłatek zesłańców,
wilie okupacyjne, w więzieniach, w obozach,
wilie internowanych, wilie zatrzymanych,
na obczyźnie spędzone, biedne lub obfite.
Śnieg skrzypi i na oknach mróz rysuje kwiaty.
Czas przystaje, drży gwiazda i światło jest bliżej.
Julia Hartwig
Wiersze wybrane


Komentarze
Prześlij komentarz