Sierociniec słoni - Pinnawela


– Więc pomyślałam sobie, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są jak słonie. Ponieważ słonie, jak to się mówi, mają dobrą pamięć.
– Tak, słyszałem ten zwrot – przyznał Poirot.
– Słonie mają dobrą pamięć – powtórzyła pani Oliver. – Zna pan tę bajkę, na której wychowują się dzieci? O tym, jak pewien hinduski krawiec wbił igłę czy coś takiego w kieł słonia. Nie, nie w kieł, w trąbę oczywiście, wbił ją słoniowi w trąbę. A kiedy słoń spotkał krawca następnym razem, miał trąbę pełną wody i wylał całą na krawca, choć nie widział go od kilku lat. Nie zapomniał. Pamiętał. O to właśnie chodzi. Słonie nie zapominają. Muszę więc znaleźć parę słoni.

         - "Słonie mają dobrą pamięć", Agatha Christie


Dawno temu, w zamierzchłych czasach licealnych pisałam do gazetki szkolnej o sierocińcu słoni - Pinnawela. Dziś, gdy minęło już parę lat od odwiedzenia Sri Lanki chcę wam jeszcze raz o tym opowiedzieć. Moje wspomnienia na pewno już co nie co się zatarły, więc chyba to najlepszy moment, aby spisać to co najważniejsze, to co jeszcze nie umknęło mojej uwadze.
Cejlon lub jak wolą inni Sri Lanka, to kraj niewielki, ale posiadający w sobie wiele niesamowitych kontrastów.
Pierwszy dzień zwiedzania skupił się właśnie na miejscu Pinnawela, gdzie znajduje się Słoniowy Sierociniec. Miejsce te leży w centrum Cejlonu, w okolicach Kandy. Sierociniec liczył sobie około 60 sztuk słoni, gdy je odwiedzaliśmy. Obecnie czytając różne wpisy na innych stronach liczba ta podniosła się do 100. Ludzie sprawują opiekę nad tymi majestatycznymi zwierzętami, są to sieroty, słonie opuszczone przez stado czy zranione w stanie dzikim. Najczęściej jednak są to ofiary starć z ludźmi. Są trzy pory karmienia olbrzymów, zaraz potem opiekunowie prowadzą je do pobliskiej rzeki, a słonie z radością zażywają kąpieli. Najlepiej więc zaplanować tak wizytę, aby być właśnie świadkiem ich ablucji.
Pierwsze wspomnienie dot. słoni, to moment odwiedzenia chorzowskiego zoo, byłam wtedy bardzo mała. Słonie wydawały się ogromne, pamiętam że biegły wtedy w naszą stronę, ponieważ turyści mieli dla nich banany. Były tak szybkie (aż się kurzyło), a ich uszy otwierały się jak wielkie skrzydła z twardego materiału. Pamiętam też wilgotną wysuniętą trąbę w moją stronę, sądziłam wtedy, że to ślinka mu cieknie na widok bananów i orzechów, ale on po prostu mógł mieć katar.
Minęło wiele lat od tego wspomnienia, a na Cejlonie spoglądałam z wybrzeża na ogromną ilość kąpiących się słoni. Słonie indyjskie są dużo mniejsze od afrykańskich, a mimo to robiły wrażenie! Wiele turystów tego dnia robiło zdjęcia słoniom, pozowało ze słoniami i głaskało ich po chropowatej skórze. Jeden ze słoni wyciągał do mnie trąbę czekając chyba na jakiś smakołyk, a może po prostu chciał się przywitać. Były sceny, które wzbudzały we mnie ogromną radość, ale i smutek. Słonie to chyba jedne z niewielu zwierząt, w które tak otwarty sposób potrafią pokazywać swe emocje, a człowiek z łatwością je odczyta. Słonie z radością pluskały się w wodzie, okazywały sobie czułość przytulając się pyszczkami, malce siłowały się na trąby i przechodziły pod brzuchami swoich matek. Starsze słonie ze spokojem i dystansem obserwowały nas z wody. Jedna ze słonic była ogromna, jej brzuch wskazywał na to, że nosiła w sobie malucha. Po mojej prawie stronie znajdował się biedak, o ciemniejszej skórze który prawdopodobnie został oddzielony od matki/stada. Kiwał się jednostajnie i miał puste spojrzenie, cierpiał na chorobę sierocą i tęsknił. Przyglądając mu się można było odczuć jego żal.
Powyżej rzeki znajdowała się restauracja, nad wejściem umiejscowiono figurę - głowę słonia. Okazało się, że trwa wesele. Młoda para rozmawiała z gośćmi, pani młoda miała przepiękne białe sari, czyli typowy strój hinduski, który noszą indyjskie kobiety wszędzie i na różne okazje. Pan młody równie wykwitnie ubrany, miał na głowie charakterystyczną czapeczkę.
Prócz tego, że turyści obejrzą słonie i zapłacą za to odpowiednią sumę, mogą również zakupić kartki wykonane z kupy słonia. Przechodząc przez ulicę pełną leżących i wygrzewających się psów dotarliśmy do pomieszczenia w którym Lankijki przerabiały odchody na ciekawe pamiątki. Nasz słonik jest wegetarianinem wydala więc ładne kupki, które można przerobić np. na zeszyty, kolorowe kartki czy notesy.  Po całym procesie oglądania jak z kupy zrobić papier, można było zakupić słoniowy prezent. Fajna sprawa, wracasz ze Sri Lanki i dajesz w prezencie komuś notes, a na twe usta cisną się słowa: "Hej trzymaj, to z kupy słonia!".
W opisie pojawiły również psy. Tak, tak! Psy na Cejlonie, to plaga. Nie wiem jak jest teraz, ale kilka lat temu jeszcze miejscowi nie pomyśleli o schroniskach czy kastracji. Psy wędrują od cienia, do cienia. Kiedy na południu spotkacie żebrzące koty, tutaj będą to psy. Wszystkie piękne, o słodkich pyszczkach, niesamowicie przyjazne, machają delikatnie ogonkiem i patrzą na ciebie ze smutkiem, wychudzone, ale również chore. Dlatego nawet najsłodszej mordki nie należy głaskać.
Na zdjęciach ujrzycie często łańcuchy, Beata Pawlikowska w swojej książce o Sri Lance pisała, że w Pinnawela bardzo źle się traktuje słonie, a miła otoczka sierocińca jest jedynie przykrywką dla odwiedzających to miejsce turystów. Jak jest naprawdę? Tego się nie dowiem nigdy. Faktem jest, że łańcuchy były, ale jak inaczej utrzymać i pokierować słonia, czy lepszy byłby sznur? Na pewno jest w tym wiele racji, że te piękne zwierzęta powinny żyć swobodnie na wolności. Na własne oczy widziałam jak słonie w Indiach są przymuszane do pracy, czyli wożą na swych grzbietach turystów i są bite przez oprawców, uderzano je w otwarte już rany, w których szerzyła się ropa i płynęła krew. Od tej pory przyrzekłam sobie, że nigdy już na grzbiet słonia nie wejdę. W tych słoniach zgasła już wola walki, czekała ich tylko harówka i śmierć ze zmęczenia.
Czy jednak Pinnawela jest również złym miejscem?
Odwiedziny w sierocińcu zostały zakończone powrotem słoni z rzeki do ich miejsca karmienia i odpoczynku. Turyści ustawiali się po bokach, aby zrobić ostatnie zdjęcia temu pochodowi. Strażnicy dawali sygnał, aby zejść z drogi. teraz w całej swej okazałości można było ujrzeć te wielkie istoty. Były duże i małe. Jeden maluszek biegł szybciutko za powolnie kroczącą mamą, był jeszcze owłosiony i miał ciekawskie, wielkie oczy.
Gdy przyjedziecie do Pinnawela na pewno usłyszycie o najważniejszej słonicy w stadzie - Sama, która straciła prawą przednią nogę wchodząc na minę podczas trwającej wojny domowej na Cejlonie. Kuśtykała dzielnie ostatnia.
Sama oznacza - Wieczny Pokój. Zapamiętaj to.















Sama


Komentarze

Popularne posty