Spotkanie z Różewiczem
"[...]Karkonosze powstały
w okresie kaledońskich ruchów górotwórczych
Ja ujrzałem światło dzienne
9 października 1921 roku
skąd się wziąłem?
z Radomska
urodzony pod znakiem Wagi
uformowany
w okresie ruchów totalitarnych
przeszedłem przez ogień powietrze wojnę
przez 'Burzę"
przez lasy nad Wartą i Pilicą
przez Kraków Gliwice Wrocław
przez siedem gór i siedem rzek
i tak wędrując po matce ziemi
po pięknej błękitnej planecie
nad którą unosi się czerwony Mars
i Saturn w tysiącu pierścieni
doszedłem do Gór Olbrzymich"
Cyklicznie powracając odwiedziłam Karkonosze majówkową porą. Brakowało nam trochę słońca pewnego dnia, więc stwierdziliśmy, że odwiedzimy po raz kolejny zresztą świątynie Wang. Jest to jedna z największych atrakcji krajoznawczych tego regionu. Położona na wysokości 885 m n.p.m. przy głównej drodze prowadzącej na Śnieżkę zachwyca o każdej porze roku.
Przybliżę jego historię: z początkiem XIX wieku pochodzący z Norwegii malarz J.K. Dahl, mieszkający w Dreźnie, zainteresował się starym kościółkiem nad jeziorem Wang w południowej Norwegii w prowincji Valdres. Udało mu się go zakupić za 120 talarów. Kościółek rozebrano na części latem 1841 roku i przetransportowano do magazynów berlińskiego muzeum. Zajmująca się działalnością filantropijną w regionie jeleniogórskim Fryderyka von Reden, właścicielka dużej posiadłości w Bukowcu, nakłoniła króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV do postawienia świątyni na zboczu Czarnej Góry, w dzisiejszym Karpaczu Górnym.
Znajduje się tu również stary cmentarz z dobrze zachowanymi dawnymi pomnikami, jeszcze z początku XX wieku.
Wracając jednak do samej postaci Różewicza, jego utwory poznałam w okresie gimnazjalnym na lekcjach polskiego. Wiadomą jest rzeczą, że jego tomik "Niepokój" nie należy do optymistycznych. Taka też jest twórczość Różewicza, ponura, przepełniona lękiem, naznaczona przeszłością. Tak go kojarzyłam. Nie sądziłam, że jest zakochany w Karkonoszach, tak samo mocno jak ja. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książką, bądź też swego rodzaju album Zbigniewa Kulika "Tadeusz Różewicz w Karkonoszach", w którym artysta fotografował poetę i opisywał jego miłość do gór. Tutaj zmienia się też moje spojrzenie na człowieka, którego zna się tylko z tej jednej strony.
Było dosyć chłodno tego majowego dnia, gdy postanowiliśmy zawędrować do kościółka Wang. Wiedzieliśmy, że Tadeusz Różewicz zmarł kilka dni wcześniej (24.04.14) i jest pochowany na cmentarzu przy tej pięknej świątyni. Idąc ścieżką w górę i spoglądając w las, który sięgał gdzieś daleko i znikał w gęstej mgle, światło przebijało się gdzieniegdzie tworząc niecodzienny krajobraz. Las wydawał się cichy, ale w spokojny sposób. Gdy w końcu znaleźliśmy się na wzniesieniu z mgły wyłoniła się świątynia Wang. W takiej mglistej scenerii jej jeszcze nie oglądałam, wydawała się jedynym istniejącym tu punktem, który przyciągał i zarówno oddalał wszystkich podróżnych. Spacerowaliśmy po cmentarzu. Odkryliśmy krótko potem przykryty gęstą pierzyną kwiatów malutki krzyż wskazujący spoczynek Tadeusza Różewicza. Przed jego grobem nie było nikogo (Czytając po powrocie gazetę, jeden z redaktorów pisząc o poecie mówił, że po jego śmierci pojawiła się informacja na stronie onet.pl, nie przetrwała jednak długo na stronie głównej, internauci woleli czytać o newsach dot. Ukrainy i o sprawach politycznych. Informacja o śmierci zniknęła w rankingu popularności innych podstron. Pojawiło się pytanie, gdzie jest nasza pamięć o ludziach, którzy czegoś dokonali, którzy swoją wrażliwością budują ten świat?).
W moim sercu zaistniał pewnego rodzaju smutek, ale też radość. Zastanawiałam się, że postać tak nam znana z zajęć w szkole czy na studiach jeszcze kilka dni wcześniej żyła i istniała wśród nas, teraz jest tak blisko i tak daleko jednocześnie. Potem się uśmiechnęłam. Tadeusz Różewicz odnalazł spokój i swoje miejsce właśnie w Karkonoszach. Nawet w jego twórczości widać jaką metamorfozę przeszły jego wiersze. Poeta spoczął obok swego przyjaciela Henryka Tomaszewskiego twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy we Wrocławiu, ale również inspiratora do stworzenia wystawy "Świat zabawek" zorganizowanej w Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu.
dom lalek
pamięci Henryka Tomaszewskiego Mima
w okresie kaledońskich ruchów górotwórczych
Ja ujrzałem światło dzienne
9 października 1921 roku
skąd się wziąłem?
z Radomska
urodzony pod znakiem Wagi
uformowany
w okresie ruchów totalitarnych
przeszedłem przez ogień powietrze wojnę
przez 'Burzę"
przez lasy nad Wartą i Pilicą
przez Kraków Gliwice Wrocław
przez siedem gór i siedem rzek
i tak wędrując po matce ziemi
po pięknej błękitnej planecie
nad którą unosi się czerwony Mars
i Saturn w tysiącu pierścieni
doszedłem do Gór Olbrzymich"
Cyklicznie powracając odwiedziłam Karkonosze majówkową porą. Brakowało nam trochę słońca pewnego dnia, więc stwierdziliśmy, że odwiedzimy po raz kolejny zresztą świątynie Wang. Jest to jedna z największych atrakcji krajoznawczych tego regionu. Położona na wysokości 885 m n.p.m. przy głównej drodze prowadzącej na Śnieżkę zachwyca o każdej porze roku.
Przybliżę jego historię: z początkiem XIX wieku pochodzący z Norwegii malarz J.K. Dahl, mieszkający w Dreźnie, zainteresował się starym kościółkiem nad jeziorem Wang w południowej Norwegii w prowincji Valdres. Udało mu się go zakupić za 120 talarów. Kościółek rozebrano na części latem 1841 roku i przetransportowano do magazynów berlińskiego muzeum. Zajmująca się działalnością filantropijną w regionie jeleniogórskim Fryderyka von Reden, właścicielka dużej posiadłości w Bukowcu, nakłoniła króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV do postawienia świątyni na zboczu Czarnej Góry, w dzisiejszym Karpaczu Górnym.
Znajduje się tu również stary cmentarz z dobrze zachowanymi dawnymi pomnikami, jeszcze z początku XX wieku.
Wracając jednak do samej postaci Różewicza, jego utwory poznałam w okresie gimnazjalnym na lekcjach polskiego. Wiadomą jest rzeczą, że jego tomik "Niepokój" nie należy do optymistycznych. Taka też jest twórczość Różewicza, ponura, przepełniona lękiem, naznaczona przeszłością. Tak go kojarzyłam. Nie sądziłam, że jest zakochany w Karkonoszach, tak samo mocno jak ja. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książką, bądź też swego rodzaju album Zbigniewa Kulika "Tadeusz Różewicz w Karkonoszach", w którym artysta fotografował poetę i opisywał jego miłość do gór. Tutaj zmienia się też moje spojrzenie na człowieka, którego zna się tylko z tej jednej strony.
Było dosyć chłodno tego majowego dnia, gdy postanowiliśmy zawędrować do kościółka Wang. Wiedzieliśmy, że Tadeusz Różewicz zmarł kilka dni wcześniej (24.04.14) i jest pochowany na cmentarzu przy tej pięknej świątyni. Idąc ścieżką w górę i spoglądając w las, który sięgał gdzieś daleko i znikał w gęstej mgle, światło przebijało się gdzieniegdzie tworząc niecodzienny krajobraz. Las wydawał się cichy, ale w spokojny sposób. Gdy w końcu znaleźliśmy się na wzniesieniu z mgły wyłoniła się świątynia Wang. W takiej mglistej scenerii jej jeszcze nie oglądałam, wydawała się jedynym istniejącym tu punktem, który przyciągał i zarówno oddalał wszystkich podróżnych. Spacerowaliśmy po cmentarzu. Odkryliśmy krótko potem przykryty gęstą pierzyną kwiatów malutki krzyż wskazujący spoczynek Tadeusza Różewicza. Przed jego grobem nie było nikogo (Czytając po powrocie gazetę, jeden z redaktorów pisząc o poecie mówił, że po jego śmierci pojawiła się informacja na stronie onet.pl, nie przetrwała jednak długo na stronie głównej, internauci woleli czytać o newsach dot. Ukrainy i o sprawach politycznych. Informacja o śmierci zniknęła w rankingu popularności innych podstron. Pojawiło się pytanie, gdzie jest nasza pamięć o ludziach, którzy czegoś dokonali, którzy swoją wrażliwością budują ten świat?).
W moim sercu zaistniał pewnego rodzaju smutek, ale też radość. Zastanawiałam się, że postać tak nam znana z zajęć w szkole czy na studiach jeszcze kilka dni wcześniej żyła i istniała wśród nas, teraz jest tak blisko i tak daleko jednocześnie. Potem się uśmiechnęłam. Tadeusz Różewicz odnalazł spokój i swoje miejsce właśnie w Karkonoszach. Nawet w jego twórczości widać jaką metamorfozę przeszły jego wiersze. Poeta spoczął obok swego przyjaciela Henryka Tomaszewskiego twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy we Wrocławiu, ale również inspiratora do stworzenia wystawy "Świat zabawek" zorganizowanej w Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu.
dom lalek
pamięci Henryka Tomaszewskiego Mima
w domku lalek
nikt nie choruje
nikt nie umiera
nikt się nie rodzi
nikt nie choruje
nikt nie umiera
nikt się nie rodzi
na kuchni stoją garnki i rondle
w których Nic się gotuje
nic paruje pachnie
nic się nie przypala
nikt nie krzyczy
„wykipiało”
w których Nic się gotuje
nic paruje pachnie
nic się nie przypala
nikt nie krzyczy
„wykipiało”
wieczne mleko
nie wylatuje
nie wylatuje
kotek mleka nie chłepce
bo to wieczny kotek
bo to wieczny kotek
w tym domku wszyscy są
szczęśliwi uśmiechnięci
nikogo nie boli brzuszek
nikt nie grymasi nie chowa
do kieszeni szpinaku ani kaszki
nikt do nikogo nie mówi
zegar nie mierzy czasu
bo tu nie ma czasu
szczęśliwi uśmiechnięci
nikogo nie boli brzuszek
nikt nie grymasi nie chowa
do kieszeni szpinaku ani kaszki
nikt do nikogo nie mówi
zegar nie mierzy czasu
bo tu nie ma czasu
ktoś Wielki dał lalce
rączki i nóżki
i głowę bez mózgu
oczy i rzęsy usteczka i ząbki
przykleił uśmiech beztroski
rączki i nóżki
i głowę bez mózgu
oczy i rzęsy usteczka i ząbki
przykleił uśmiech beztroski
dał loczki i włoski
i nosek boski
zapomniał dać mowę
i duszę i trwogę
i troski
i nosek boski
zapomniał dać mowę
i duszę i trwogę
i troski
Ale ludzie opowiadają
że w nocy w domu lalek
słychać płacz krzyk
zgrzytanie zębów
że w nocy w domu lalek
słychać płacz krzyk
zgrzytanie zębów
domek zamknięto
i opieczętowano
lalki rozdzielono
i wywieziono
w nieznanym kierunku
i opieczętowano
lalki rozdzielono
i wywieziono
w nieznanym kierunku
Mima pochowano
wrzesień 2005
Odchodząc tą samą drogą, świątynia Wang zaczęła znikać we mgle, zamykając się w kożuchu jeszcze zimowego snu, jeszcze pełnego wspomnień snu. Z nieba zaczął padać śnieg, przykrywając nasze głowy białym puchem.
wrzesień 2005
Odchodząc tą samą drogą, świątynia Wang zaczęła znikać we mgle, zamykając się w kożuchu jeszcze zimowego snu, jeszcze pełnego wspomnień snu. Z nieba zaczął padać śnieg, przykrywając nasze głowy białym puchem.








Komentarze
Prześlij komentarz