Ostatnie spotkanie z Moe-san




               
       Do zobaczenia!










Na naszym ostatnim spotkaniu z sensei Moe postanowiliśmy zrobić sushi. Nasza nauczycielka japońskiego zadbała o każdy element, my natomiast przynieśliśmy trochę słodkości w postaci ciasta.
Sushi nie jest wcale rzeczą trudną do wykonania, ale lepiej nie bawić się w wykonywanie go z naszymi rybkami. Wiadomym jest, że mogą one nie być najwyższej świeżości. Było więc to nasze, troszkę polskie sushi - ale zapewniam, że bardzo pyszne.
Moe-san przyniosła specjalne naczynie garnkowo-podobne, które utrzymywało odpowiednią temperaturę ryżu. Jest to 50°C Ryż oczywiście jest krótkoziarnisty i bardzo się klei. Pytaliśmy czy jest konieczne, by ryż miał tą odpowiednią temperaturę. Jednak Moe-san odpowiedziała, że sama ryż gotuje w domu normalnie. Choć najlepsza temperatura, to właśnie te 50 
°C. Ryż należy dobrze wymieszać zanim rozpocznie się nakładanie i dodać troszkę specjalnego octu do sushi.
Kolejnym krokiem jest rozłożenie maty bambusowej do rolowania i nałożeniu na niej plasterka nori, czyli prasowanych alg. Nori powinniśmy położyć tą bardziej błyszczącą stroną na spód, a chropowatą do góry.
Następnie ryż! Rękami lub łyżką nakładamy na nori nasz klejący się skarb (to był jeden z tych trudniejszych kroków, choć za drugim podejściem było już dużo lepiej!), nie naciskamy na ryż, musi on puszyście leżeć na zielonym plasterku, bo jego ugniatanie spowoduje, że nori może się rozerwać bądź ryż wsiąknie za mocno. Od górnej strony plasterka nori zostawiamy z około 3 centymetry pustego miejsca bez ryżu, aby ładnie nam się sushi połączyło na sam koniec.
Dodatki do sushi! Tutaj może już zadziałać nasza wyobraźnia. My użyliśmy pokrojonego zielonego ogórka, cienkich plasterków łososia, sałaty, paluszków krabowych, kurczaka teriyaki, kawałków omletu, ryż posmarowaliśmy również naszym polskim majonezem winiary, ale nie dużo. Sama byłam zaskoczona takimi dodatkami i ich różnymi kombinacjami. Rozkładamy je na środku, a później od naszej strony zawijamy używając do tego naszej bambusowej maty. Kawałek po kawałku delikatnie zawijamy nasze sushi, wykonując odpowiedni gest ręką, żeby sushi miało zaokrąglony kształt. Zgniatamy i tak w kółko. Na koniec zamykamy nasze sushi i gotowe. Możemy zacząć je kroić. Moe-san przy ugniataniu wykonywała kawaii dźwięk, brzmiał chyba: pon! pon!
Sushi można jeść
 palcami. Najważniejsze jednak, aby jeść je w całości i nie zostawiać kawałków na talerzu, bo jest to niegrzeczne. Nasze danie było bardzo smaczne i sycące, choć marzę o prawdziwym sushi, które zjem w prawdziwej japońskiej restauracji w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Sam kurczak teriyaki, to oczywiście zwykły kurczak odpowiednio przyprawiony. Jest słodko-słony i wyjątkowo dobry. Moe-san wysłała nam przepis jak go wykonać, więc postaram się niedługo zrobić go w kuchni.

Po za tym ciasto nie zmieściło się już do naszych żołądków (choć nasz kolega Mirek jest wyjątkiem :)). Do towarzystwa wypiliśmy zieloną herbatę. W ten sposób uroczyście zakończyliśmy nasz ostatni japoński z sensei Moe. Ogromny smutek dotarł do mnie przy pożegnaniu, tak wiele lekcji za nami i tak szybko to minęło. Będę to wszystko bardzo ciepło wspominać. Przede mną jeszcze trzy lata nauki, niestety już nie z Moe-san i zapewne zmianami w grupie. Jakieś łzy po kryjomu pojawiły się w oczach, ale dziarska Agata nie może okazywać słabości! Cały czas do przodu. Być może spotkamy się wspólnie tą samą grupą z tą samą sensei w jakieś nieokreślonej przyszłości (bądź w innym wymiarze), w Polsce czy w Japonii. Kto wie. Świat jest pełen niespodzianek.
Będziemy tęsknić Moe-san! 
た, ですね! ♫ 
さよなら! 











A ja dziś znów lecę, więc komu w drogę temu czas! Do zobaczenia za dwa tygodnie!
Full Of Hell - Live in Warsaw - a tutaj muzyka z koncertu, którą nagrałam, blog mojego Nicponia. :)


 

Komentarze

Popularne posty