Być raczej
Muzyka punk jest wolna, każde zagranie na gitarze, inny chwyt... to już kolejna odmiana.
- Kurt Cobain
Stoimy na przeciw siebie wśród łąk, które posiwiały z zimna i opadły dając nam moment do zatrzymania na chwilę tej niewielkiej części przestrzeni. Niedługo podniosą się te wysokie, lśniące trawy i zakryją wgłębienia naszych stóp. Przypatruję się tobie, a ty mi. Twoje oczy są wielkie i odbijają mnie. Jestem w nich cała i naga. Odwracam się, ale tylko na moment. Wielkie trawy zaczynają parować i tworzyć w powietrzu marmurowe schody. Wbiegam na nie i ruszam w górę ratować chwile, które uciekają mi przez palce. Ślizgają mi się stopy po mokrej powierzchni. Potem wskakuję na pędzące czerwone tramwaje. Jest kurz, jest brudno, wszystko się lepi i spływa. Ludzie pchają się w kolejce i udają, że to co za nimi ich nie interesuje. Potem znów wychodzi słońce. Zaczynam biec szybciej, ale mój ruch jest spowolniony. Mimo to daje z siebie wszystko. Otwierają się przede mną spróchniałe, drewniane drzwi. Wbiegam w jaśniejący od słońca korytarz, po schodach i wyżej. Boję się i obawiam. Otwieram drzwi do białej łazienki, a w wannie leży nagie ciało, miękkie i zaróżowione. Wyciągam dłoń, sięgam rękom po zanurzoną twarz, której otwarte usta wypełniają się stopniowo i powoli wodą jak malutkie naczynie. Długie włosy tańczą żwawo w przezroczystej wodzie. Wyciągam głowę za podbródek i stwierdzam z niezidentyfikowanym zdziwieniem, że to tylko ta część organizmu spoczywa w moich rękach. Patrzę na siebie, a moje ja patrzy na mnie, po czym zamyka i otwiera wielkie oczy, z rzęs spływa kranówa. Moja głowa zirytowana prycha na mnie wodą ze swoich ust. Po czym oświadcza: Zdecydowanie być. Zdecydowanie!





Komentarze
Prześlij komentarz