Och, zaśnijmy już

Mam na myśli to, o czym mówiliśmy: że się tylko żyje. Przecież żyje się i tak, niezależnie od wszystkiego. Według mnie chodzi o to, żeby to mnóstwo ważnych, bardzo istotnych rzeczy, które każdego z nas stale otaczają, umieć przemyśleć, przeżyć, zdobyć. Tyle jest najrozmaitszych możliwości, że włos mi się jeży na karku, gdy o nich pomyślę. A w samym środku tego wszystkiego siedzę ja - i jestem oczywiście najważniejszy.
To bardzo niedobrze tak zaniedbywać bloga, którego - żartobliwie dodam, mało kto odwiedza, ale to już swoją drogą (chyba nie dane jest mi zostać wielką blogową gwiazdą, ach!).
Sesja się zbliża, jutrzejszy dzień spędzę na nauce, będę jęczeć, jeść, potem znowu jęczeć i znów jeść, ale w końcu i tak zmuszę się do kucia. Gdybym to ja jeszcze miała dobre notatki!
2013 rok minął tak szybko, ale to był wspaniały czas. Tyle miłych rzeczy się wydarzyło i są one bliskie mojemu sercu. Mam nadzieję, że kolejny również będzie obfity w tak miłe niespodzianki.
Szkoda, że koniec roku, czyli praktycznie całe wolne spędziłam w domu z zapaleniem oskrzeli. Nie poszłam na "Hobbita" w magiczny dzień, a w sylwestra klapnęłam do łóżka, po świetnym pokazie fajerwerków. Juhu!
Trochę jestem zmęczona, a nawet bardzo, więc to nie będzie długi wpis. Nie mam czasu dla siebie i przeżywam w pewien sposób kryzys, ale powoli z niego wychodzę. Uważam, że to trochę egoistyczne skupiać się wyłącznie na sobie i swoich uczuciach, raniąc przy tym innych, zrzucając na nich swoje emocje, a potem próbować tłumaczyć swoje zachowanie, chociaż nijak to wychodzi. Witam! To właśnie ja! Próbuję się tym moim nawałem pracy w ogóle nie przejmować, ale jak ja, wielki kujon, mogłabym czegoś nie zdać i potem poprawiać to w drugim terminie, albo olać japoński, albo nie prowadzić audycji, albo nie zrobić tego i tamtego? No właśnie. Wielki kujon przegrywa tutaj i cierpi na tym moje zdrowie, bo fizycznie nie potrafię siedzieć tyle godzin na uczelni, a potem jeszcze robić dodatkowe zajęcia. Kiedy na I roku sprawiało mi to satysfakcję, teraz jest to strasznie uciążliwe. Gdy ktoś miły mnie przytula czuję jaka jestem spięta, całe ciało jest twarde, obolałe i napięte jak struna. Sprawia mi to krótkotrwałą przyjemność, jak masaż, ale potem zaraz muszę wracać do rzeczywistości. Szczerze mówiąc moje studia są interesujące, ale ilość tekstów (bo tylko o to chodzi), które nam dają, przekracza wszelkie pojęte zasady normalności. Muszę planować coś cztery lub trzy dni wcześniej, żeby znaleźć czas na czytanie tych Jungów, Frommów... itd, itd.
No wiem, że marudzę, ale kulturoznawca wcale jednak nie ma tak fajnie, jakby się mogło wydawać. I tak, wiem też jaka jestem okropna dla środowiska. Od dziś muszę coś w sobie zmienić. Będzie co musi być, a jak to szło... zdrowie najważniejsze.
Tymi słowami i z obolałymi plecami (gadam już jak stara baba, pisząc kolokwialnie) życzę dobrej nocy.
SPAĆ! Ach, łóżeczko!








Dokładnie znam Twój ból dotyczący nauki...ach, masakra :(
OdpowiedzUsuńAle masz już długie włoski *.* Super wyglądasz ♥
I prześliczny ptaszek <3