Odświeżenie, czas coś napisać
Nie płacze nikt na starożytnym
Cmentarzu rzymskim w Arles.
Umarli krewni i potomni,
Ucichły jęki, wystygł żal.
Na sarkofagi cień się kładzie
Od naszych głów,
Wieczorne słońce napis czyta
Przez płowy bluszcz.
Szczęśliwi, którzy idą pod ręce
Przez Aliscamps,
Nie wiedzą jeszcze: ktoś z nas samotny
Powróci tam.
- Julia Hartwig
Cały dzień chodziłam z uczuciem, że zapomniałam o czymś ważnym. Kiedy wychodziłam po zajęciach z sali w myślach liczyłam czy mam wszystkie rzeczy: torba, kurtka. Wychodząc z kawiarni oglądałam się za siebie. Wysiadając z autobusu podobnie. Jestem zapominalskim stworzeniem i gapą w pewnym stopniu, ale o wszystkim jednak pamiętałam, wszystko pod ręką też miałam. Może zgubiłam odrobinę siebie przez ten ostatni czas. W głowie tańczą myśli i tak wciąż przez te kilka miesięcy, nieuchwytne, jedna po drugiej gdzieś wzlatywały. Teraz trochę się tego nagromadziło już w jednym miejscu, więc mam nadzieję że coś konstruktywnego jednak powstanie.
Mam bardzo dużo pracy na studiach i po za nimi. Trzy dni w tygodniu siedzę do 20-21 w Katowicach. Najprzyjemniejszym momentem jest, gdy wracam do domu i biorę gorącą kąpiel. Ale i tak mam w głowie i brzuszku jakiś taki nacisk, że zaraz czekają na mnie kolejne obowiązki.
À propos brzucha, to biedak ucierpiał ostatnio i przeżył endoskopową katorgę. Gdy lekarz zobaczył mnie przed zabiegiem to zapytał czemu mam taką przerażoną minę, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego odgłosu. Potem zabrała mnie pielęgniarka o wyglądzie Helgi i kazała mi rozebrać buty oraz położyć się na boku. Wcale mi się to nie spodobało, bo myślałam że robi się to w zupełnie innej pozycji. Potem przyszedł lekarz, wyjaśnił mi wszystko, wsadził mi biały ustnik i wjechał mi rurką do brzucha z kamerką na przodzie. A pytałam się wszystkich: Jaki smak ma ta rurka? Odpowiadali: Co ty, głupia jesteś? Jak rurka może mieć smak? A MA SMAK! Jest gorzka jak diabli. Najgorsze jest to, że człowiek czuje jak coś we wnętrzu mu się wije. Lekarz zaczął mi gadać: O, jestem w żołądku. O, właśnie wchodzę do dwunastnicy. Potem: Czuje już pani jak się cofnąłem? Moje oczy krzyczały tylko: Wychodź już człowieku! Po kilku odruchach, kałuży łez, które same spłynęły, wygrałam tą walkę, a doktor pochwalił mnie że najwięcej marudziłam, a wykazałam się niesłychanym spokojem.
Jakoś te tygodnie mijają niezwykle szybko. W środy japoński, w czwartki audycja i potem piątek na który zawsze czekam z utęsknieniem. Staram się czytać więcej swoich książek, więc zamiast niszczyć sobie uszy muzyczną eksplozją z mojego starego mp3 (który mimo lat działa doskonale nawiasem mówiąc), czytam w autobusach. Dlatego zawsze przeciskam się, żeby zająć jakieś w miarę spokojne miejsce. Ostatnio kupiłam sobie kieszonkowe wydania książek Murakami. Jestem zachwycona, nic tak dawno mnie nie wciągnęło jak jego dzieła, świat i sposób pisania. Melancholijność łączy się z tajemnicą. Człowiek wciąga się w tą fabułę, przewraca kartki z niecierpliwością oczekując kolejnych wydarzeń, a każdy opis nawet zwykłego talerza jest niesamowicie intrygujący. A potem, na samiutkim końcu: nic się nie dzieje i czytelnik zupełnie nie wie jak się odnaleźć. Jakby nagle ktoś odciął mu dopływ energii z zewnątrz. Tak to właśnie jest.
W moim akwarium pływa tylko jedna rybka, niestety zagryzła swojego towarzysza, a ja nie mam serca się jej pozbyć. Pływa więc sama ta krwiożercza staruszka i dziubie piasek. Nie potrafię usunąć tych glonów, czytałam że to problem z wodą, ale nie zamierzam już nic z tym robić. Poczekam na to, co wiadomo - kiedyś nastąpi, a szafka posłuży mi w końcu na inne materiały. Pewnie na studia. Smutne to może i okrutne co mówię, ale nic na to nie poradzę.
Dzisiaj wracając w autobusie, który był wypełniony po same brzegi, pewna pani swoimi wielkimi tyłami oparła się o moje siedzenie, a jej półdupek zaczął się ocierać o moje ramię. Te mięciutkie uczucie raczej nie należało tym razem do przyjemniejszych, więc nachyliłam się do przodu twarzą dotykając plecaka, większego od głowy właściciela, brudnego i zakurzonego. Nie chcę wiedzieć gdzie go kładł, ale starałam się jakoś wytrzymać w tej pozycji. Promienie słoneczne paskami podczas jazdy uderzały mnie co chwilę po oczach. A "5" poruszała się powoli, swoim tempem.
Potem wyskoczyłam na przystanku i szłam szybciutko do domu, chciałam wyminąć starszego pana, który za nic nie chciał mnie przepuścić i zajmował cały chodnik. Zeszłam więc na dróżkę, gdzie jest przypominam strefa zamieszkania, a nic nie jechało, bo specjalnie się rozejrzałam. Nagle pojawia się koleś znikąd i jak wyjechał, tak prawie ja pojechałam z nim na lewym lusterku. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyprzedzę na chodniku żadnego dziadziusia, nawet jeśli jestem na terenie, gdzie występuje ograniczenie do 20 km na godzinę.
Takie moje życie studenta.
A teraz kilka zdjęć z wypadu z początku października do Parku Śląskiego. I jedno takie ładniejsze od innych, On pewnie znowu mi zamarudzi, że tu jest, ale bardzo mnie się ten portret podoba.
Do zobaczenia Zuchy!






Komentarze
Prześlij komentarz