Radość to imaginacja



"W jaki sposób potrafiła być tak delikatna i zarazem konkretna? Tak słodka i okrutna? Tak bliska i tak daleka? Tę samą dwoistość rozpoznał w jej wzroku, energiczny błysk oczu, nieskończona słodycz w rysunku brwi."

                                             - Jean-Christophe Grangé










Radość jest piękna i infantylna. Oślepia nas, pochłania i nie pozwala patrzeć dalej, głębiej. Pozbawia mnie tworzenia. A twórca bez tworzenia staje się bezwartościowy. Człowiek zawsze pragnie tego, czego nie ma. Nie pragnę jednak smutku, nie pragnę też żalu, ale widzę co się dzieję, nie stworzyłam nic w ostatnim okresie co zadowoliło by mnie w pełni. Wena musi wypływać z wnętrza, musi wybuchać, musi zmuszać, to jak chaos, który lepi się w słowa i układa na kartce, czasami nawet sam, bez mojej zgody. To musi płynąć, a nie płynie. I co tu zrobić? Uśmiech taki jest słodki i cudowny, ale ogranicza nas, bo przecież świat nie jest taki jakim nam się jawi - widząc go przez różowe okulary. I czytałam gdzieś taki cytat, który trafiał w sedno tej sprawy, że tylko w smutku powstają rzeczy wielkie. Myślę, że jeżeli nie napiszę czegoś w najbliższym czasie to będę miała znowu pierwsze oznaki desperacji, jak nie pewnego rodzaju melancholii. Blog tu jest pewną odmianą pomocy, bo jeżeli nie piszę nic do szuflady, to tylko tu. Zamiast jednak dręczyć się takimi myślami, może powinnam cieszyć się tym co aktualnie mam i tym co udało mi się zdobyć, moją zmianą. Jakie to dziwne, ostatnio znalazłam mój pamiętnik sprzed pół roku, pisałam: Zauważyłam, ze coś się we mnie zmienia. Chyba staję się kobietą, momentami naprawdę się sobie podobam, ale są też chwile załamania. Niesamowite, jak szybko potrafimy ulec metamorfozie. Nie tylko tej zewnętrznej. Zaskakujące, ile pozytywne myślenie, trafienie na dobrych ludzi może wywołać zmian. Może czas sobie powoli powiedzieć: Hej, wiesz co? Lubię siebie.
Nie chcę już zimy, nie znoszę jej. Dziś pięknie świeciło słońce przez kilka chwil, wykorzystałam to do zrobienia zdjęć. Tak bardzo, bardzo, BARDZO tęsknię za latem. To jest wręcz niemożliwe do opisania. Nawet drugi semestr na studiach nazywa się letnim. Chcę już ten moment, kiedy zakryję oczy i dotykając rozgrzanych włosów powiem: Rany, jak gorąco! I pojechać gdzieś, yatta yatta yatta desu ne! Wczoraj stojąc na zewnątrz pisałam imię Kseni w towarzystwie serduszek na warstwie śniegu. Stwierdziła, że to bardzo słodkie, więc zdeptałyśmy to szybko w okrzyku wojennym. Było zimno, cała dygotałam, ale świat nie wygląda źle, gdy prószy śnieg, wydaje się tylko jakby opuszczony i samotny. Ludzie lubią się chować, gdy jest ciemno i chłodno. Może powinnam czasem brać z nich przykład?
Myślałam, że mam wolne cały luty, ale tak pięknie być nie może i już 18 wracam na uczelnię. Tak więc ostatni tydzień przyjemności rozpoczyna się już dziś i spędzę go w siedzibie radia. Zrobiłam pierwszą w swoim życiu zupę i uwaga... jest jadalna! Same pozytywy! Musiałam to zapisać w kalendarzu, Agata i gotowanie - czyżby nadciągał koniec świata? Coś dziwnego się dzieje, na pewno! Mimo wszystko, to mnie niesamowicie nakręca, gdy człowiek zrobi coś w końcu sam, przekroczy jakieś granice. Nawet takie niewielkie zmiany dają wiele wewnętrznego uśmiechu.

Moje zielone tenisówki machają do mnie zwisającymi sznurówkami, ale na razie używam ich tylko na wf. Kiedy je w końcu założę, to będzie znak, ze wiosna nadeszła. Tak więc WIOSNO PRZYJDŹ! I przynieś nam wiele pięknych chwil!


Komentarze

  1. Wena szybko przyjdzie :) Pewnie razem z wiosną <3

    Też czekam na lato ♥

    Jak wrócę to musimy porozmawiać :) Mam Ci tyle do powiedzenia *hug*

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam taką nadzieje!
    I ja się nie mogę doczekać spotkania, odezwij się jak już będziesz w domu! : )))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty