Powstało z tęsknoty
"Radość też boli. Ale to nic. Ból urzeczywistnia. Tylko on jest prawdziwy. Wszystko z niego: strach, rozpacz, tęsknota, której zabić nie można, bo przemyca się w kolorze oczu i zapachu. I dlatego jest wieczna, jak trawa."
- Marta Fox
Gdy cię nie ma mamo, siadam i przyglądam się twojej małej biblioteczce. Dziś gdy otwarłam drzwi otulił mnie przyjemny zapach pochodzący z twojego pokoju, było to tak miłe że aż się uśmiechnęłam, ale dom wydawał się taki pusty bez ciebie. Usiadłam na łóżku i przyglądałam się tytułom na półce. Książki szeptały do mnie różnymi językami i pragnęły bym je dotknęła. A może to ja pragnęłam dotknąć tajemnic, które skrywały w sobie. Nieśmiało wędrowałam opuszkami palców po miękkich i twardych okładkach, szorstkich i gładkich w dotyku. Przechylałam głowę i odczytywałam nazwiska, które znam za mało by móc się o nich wypowiedzieć lub wcale. Jest tego tak dużo, od czego mam zacząć? Od czego ty zaczynałaś, mamo? Czy będę w stanie to wszystko zrozumieć? Wyciągam książki, księgi pełne mądrości, pełne ukrytych znaczeń, magii, która przemawia do mnie cichutko i wypływa z białych kartek, wzrusza serca, dzieli je i scala. Otwieram tomik pełen wierszy gdzieś w środku, kartkuje nie po kolei, uderza mnie świat inny, ujawnia się przede mną umysł, który mogę w jakiś sposób dotknąć, pochłonąć, wejść w tą krainę, perspektywę czyjegoś widzenia; na kilka sekund, minut, godzin.
Czytałam sobie te wiersze. Szukałam takiego jednego, który znalazłam kiedyś przypadkowo, ale zniknął gdzieś w ogromie kartek. Był o głębinach oceanu i śpiewał do mnie, pełen sekretów, nieokreślonego piękna, a kolor błękitu i lazury sam stawał mi przed oczami. Ale nie było go, więc czytałam, czytałam dalej pełna ciekawości i oczekiwania na coś nieznajomego, czegoś co mnie wciągnie. Niezaspokojona, wertowałam strony, z drżącym sercem.
Jest cichutko, ale gdyby ktoś wszedł do małego pokoju z lampą, na której wisi magiczny dzwonek, zobaczył by dziewczynę w różowej koszuli nocnej, która trzymając kurczowo mały tomik wierszy mruczy coś do siebie, co raz głośniej i głośniej, jakby nabierała odwagi do samej siebie. Potem mówi już wyraźnie, bawi się w akcentowanie, a jej głos rozchodzi się po pokoju. Ale nikt nie może tego zobaczyć, bo nikogo tu nie ma, tylko malutka figura Buddy przygląda się nieznajomej postaci, bo nie jest ona już sobą, gdy czyta. To jak popadanie w trans, rytuał, który zna tylko ona sama.
Gdyby ktoś wszedł do małego pokoju z lampą, na której wisi magiczny dzwonek, zobaczył by dziewczynę w różowej koszuli nocnej, która trzymając kurczowo mały tomik wierszy głaszcze delikatnie małe literki układające się w słowo CZUŁOŚĆ i płacze, płacze cicho. Ale nikt nie może tego zobaczyć, bo nikogo tu nie ma, tylko malutka figura Buddy przygląda się znajomej już postaci, dziewczynie o malutkim sercu z ogromem uczuć, których nie potrafi czasem przelać na rzeczywistość.



Pięknie piszesz :*
OdpowiedzUsuńAż się wzruszyłam to czytając *hug*
Bardzo ładne zdjęcie i cytat - wszystko idealnie tutaj pasuje ♥