Walczyć do końca








"W ziar­nku pias­ku uj­rzeć świat cały
Całe niebo - w kwiat­ku koniczyny,
Nies­kończo­ność zmieścić w dłoni małej
Wie­czność poz­nać w ciągu godziny."

                            - Wiliam Brake







Pędzi na mnie kometa, jest co raz większa, większa i większa. Potężna, ognista kula, za chwilę dotknie horyzontu. Świat zamiera, wszyscy przystają nagle i spoglądają w niebo, a właściwie jego brak, zasłonięty przez czerwone kształty. To wszystko jest takie realistyczne. Teraz już mogę zobaczyć skaczące jęzory ognia i odpryski lawy. Skąd to się wszystko nagle wzięło? Kometa nie przypomina komety, jest teraz ogromna, większa niż ziemia i zaraz w nią uderzy. Przypomina bardziej inną, rozpaloną planetę zbudowaną z samych gazów, może jest teraz słońcem. Następuje ciemność, jedynie w oknach mojego przedpokoju świeci się światło. Opieram się lewą ręką o mój płot, patrzę to na mój dom, to na wielki kształt, który zbliża się co raz szybciej od zachodu, zakrywa już prawie wszystko. Moją twarz zalewa pomarańczowo-czerwona poświata i zastanawiam się czy ten dziwny obiekt może jednak nas ominie, tak jak to było w książce "Kometa nad Doliną Muminków", co za dziwne myśli napływają mi do głowy w takim momencie.
- W końcu musiało do tego dojść. - mówi jakaś postać, która stanęła obok mnie. Nie widzę jej twarzy, nie chcę. Zaczynam się szamotać, a świat ulega destrukcji nagle.
Budzę się z krzykiem. Zaczynam mamrotać do siebie ciche "Nie, nie, nie." Jestem cała spocona, jakby ktoś oblał moją szyję i klatkę piersiową wodą. Przecieram je dłońmi odruchowo, dotykam mokrej koszuli. Palcami wędruje do twarzy, żeby pozbyć się ostatnich obrazów. Jest widno za oknem. Przejeżdża jakaś ciężarówka, której gumowe koła odbijają się z głośnym hukiem o asfalt pełen dziur. Taki właśnie odgłos obudził mnie z koszmaru, ale we śnie wydawał się dwa razy głośniejszy i zakończył nim wszystko. Drżą mi trochę ręce, ale zdaję sobie sprawę, że świat jednak jeszcze się nie skończył i wciąż jestem tam gdzie jestem. Przecieram twarz dłońmi i patrzę w sufit. Wzdycham kilkakrotnie, nasłuchuje odgłosów za oknem. Potem tulę się do poduszki i zasypiam, wciąż niespokojna.
W ciągu dnia odwiedza mnie mój przyjaciel. Wychodzę na ganek, nie co zdziwiona.
- Co ty tu robisz? - pytam.
- Byliśmy umówieni Agata... - wzdycha, chwytając się bramy i patrzy na mnie z politowaniem.
- N-naprawdę? - jęknęłam nagle, przypominając sobie, że rzeczywiście tak, ale niczego nie potwierdziłam. Wpuszczam go, przebieram się, a potem idziemy przed siebie, jak to zwykle robimy. Przebiegamy przez most, po drodze przyglądając się kaczkom, które szukają czegoś w wodzie. Po krótkiej wspinaczce siadamy w końcu na zielonych pagórkach i zjadamy paczkę czipsów. Jest ciepło, koniec lata. Głaszczę stokrotki, które znalazły się pod moją dłonią. Mój wzrok wędruje gdzieś dalej, teraz dom z tej perspektywy wydaję się maleńki, może zmieścić się w moich palcach. Rozmawiamy o tym co było, o tym co jest, a najbardziej o tym co będzie. Każdy się czegoś boi, oczekuje. Nasze słowa są pełne wątpliwości, ale i nadziei. Przecież wszyscy czegoś szukamy, wszyscy. Klaszczę w dłonie, żeby się zmobilizować i odepchnąć od siebie negatywne emocje, "Damy sobie radę!" - mówię i uśmiechamy się do siebie. Potem wstajemy i ruszamy dalej, w innym kierunku. Idziemy tam, gdzie jeszcze nie byliśmy. Wchodzimy do miasteczka. Gubimy się w końcu w labiryntach uliczek. Nie wiem jakim cudem to się stało, ale jednak! Śmiejemy się z tego, jak w końcu docieramy do głównej ulicy, dosyć daleko od domu. Jakoś nas wyprowadzam. Może coś jednak mam z tej kobiecej intuicji?
Żegnamy się wieczorem, ja macham mu wesoło i dziękuje za spotkanie. Jego sylwetka znika w autobusie. Zostaję sama, przechodzę obok blokowisk i spoglądam w górę, tam gdzie świecą się światła. Zastanawiam się co robią teraz ci ludzie. Na ulicy pusto, nie ma żywej duszy. Latarnie wydłużają mój cień. Zatrzymuję się przy wystawie z kwiaciarni. Stoją tam sztuczne, jak i prawdziwe kwiatki, jakieś figurki i porcelanowe lalki. Brzydkie to wszystko - myślę sobie, ale nie mogę powstrzymać się od uśmiechu - Brzydkie i kiczowate. Pod domem wita mnie Hrabia. To taki czarny kot, z białym krawatem, trochę spryciarz, ale nawet go lubię. Przygląda mi się spokojnie, a ja głaszczę go po głowie i grzbiecie. Unosi wysoko ogon, a potem uparcie idzie za mną pod same drzwi. Chce też wejść, ale mu nie pozwalam. Siadam więc sobie na schodku i tłumaczę mu, że nie mogę go wpuścić. Dziwię się jaki ma duży brzuszek, jak na bezdomnego kota. Wszyscy go dokarmiają. Hrabia widząc, że miejsca tu nie zagrzeje odchodzi nagle i dostojnie, nawet na mnie nie spoglądając. Typowe zignorowanie mnie z jego strony.
- Głupi kot. - mówię pod nosem. - Wszystkie koty są głupie.
Myślę sobie teraz, ile to już czasu minęło od tamtego dnia. Jak wszystko się zmieniło, jak my ludzie się zmieniamy i jak nasze plany, które wydawały się priorytetem - teraz już nimi nie są. Rzeczywistość, nieco chwiejną bo przecież budowaną w marzeniach zastąpiło coś innego. I nie ma w tym nic złego, że zmieniamy swój cel, tylko dlaczego tak łatwo się czasami poddajemy. Nie chcę tak. Dam z siebie wszystko. A jak już skończę, to dam jeszcze więcej! Chcę poznawać, chcę iść, chcę żyć. Coś się we mnie rodzi, cały czas, coś drąży. Nie wiem dokładnie co to, może nigdy się nie dowiem, ale jednak, nie daje mi to spokojnie spać. Nie mogę tego zepsuć, nie teraz. Wydaję mi się, że COŚ we mnie nastąpi i będzie to nagłe i niesłychane, a ja albo stracę nad sobą kontrolę i stanę się głupcem lub bestią, której uczucia nie będą warte już nic, albo ujarzmię to w jakiś sposób i będę brnąć dalej. To raczej nie stanie się teraz, to jak ewolucja, ciągłe poznawanie samego siebie, droga! Właśnie! Drogę, którą przechodzi każdy z nas. Nie chcę się zatrzymywać. Teraz jest najlepszy moment, początek czegoś nowego, czujesz to Zuchu? Tak? To walcz, walcz do końca! Bo przecież, wszyscy jesteśmy wojownikami.

Komentarze

  1. Miałaś bardzo realistyczny sen. Nie lubię takich, bo potem budzę się z krzykiem. Np. tak miałam ostatnio - obudziłam się krzycząc, ale nie pamiętam co mi się śniło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak opowiadałaś mi katastrofie samolotu w pobliżu Twojego domu. To chyba były czasy gimnazjalne, ale jajca że hej. :DD

      Usuń
  2. Cytat jest naprawdę inspirujący.
    Uwielbiam śnić, niestey zazwyczaj nie pamiętam swoich snów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał!..niesamowicie umiesz opisywać swoje przeżycia! :)).. sen może przerażający ale sadzę,że na miarę filmu (pomyśl o tym) ;P..
    ja to też tak jak Pani powyżej, zazwyczaj ne pamiętam swoich snów..ale zdarza się,że coś mi z nich zostaje..parę dni temu - ale tego akurat też sie przeraziłam( wiec nie opowiadam)..za to raz doświadczyłam fanatastycznego snu - latałam na ręczniku ;)..odjazd!.. sny zawsze mnie fascynują!...
    Ten letni dzień musiał być naprawdę przyjemny.. dobrze mieć takie miejsca, znane i nieznane...
    jak tak wczoraj słoneczko zaświeciło to aż sie ucieszyłam,że mnie razi, nie rozumiejąc dlaczego facet w autobusie założył przeciwsłoneczne okulary?...
    Przykro mi tylko, że uważasz, że koty są głupie...mój jest Kochany!..ale co racja, to racja - zawsze chodzą swoimi drogami , bo to nie my jesteśmy Panem dla nich lecz na odwrót ;P..
    Wojownicy!..tak jest!.. rzeczywiście, codziennie musimy walczyć o to jakie bedzie nasze życie, a wszystko zależy od tego co wybierzemy - pozytyw czy negatyw...wybierajmy tylko to co Kochamy! Życzę Wam wszystkiego co lubicie kazdego dnia! :) Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marysiu!
      LATANIE JEST NAJLEPSZE W SNACH, raz mi się śniło i to było NAJPIĘKNIEJSZE! :DD
      Też się cieszę, że słońce zaczyna wychodzić, padło ostatnio na mnie na egzaminie i zdałam. Coś jest w tym słowie "oświecenie". Haha!
      Przepraszam, że obraziłam wszystkie fanko-koty! Pewnie gdybym miała własnego (najlepiej rudego!) zmieniłabym zdanie albo... nie lubilibyśmy się ze wzajemnością, co jest bardzo prawdopodobne. Tacy byśmy byli kumple, ale tylko do przytulania wieczorami przy herbacie. Czy to nie jest dobry pomysł na powieść? Hmmm...
      Wybieramy same POZYTYWY oczywiście!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. hehe..czasem można dostać kota z tymi Wąsiastymi, ale potem jak spojrzysz na wyłożonego jak Faraonka pupilka rozczulasz się i zapominasz o psotach ;)
    ..Latanie - rzeczywiście bomba :)
    Pisz, pisz Agato!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty